Zakochani na Runmagedonie !

800-400

fot.org 

Spotykają się na trasie, w błocie, w wodzie, a niekiedy śniegu. Pokonują jeden z najbardziej ekstremalnych w Europie biegów z przeszkodami lub też mu kibicują to oczywiście ekstremalny runnmagedon.

Mają różne motywacje. Jedni traktują go, jak prawdziwe sportowe wyzwanie, inni jak niesamowitą przygodę lub też intrygujące widowisko. Uczestników, kibiców, kobiety i mężczyzn łączy jego niesamowity klimat i magia. Podczas pięcioletniej historii Runmageddonu łatwo o przykłady niesamowitych, urzekających historii miłosnych, które zmieniły życie Runmageddończyków.

Zakochani często przyjeżdzają wspólnie na Runmageddon, by razem przeżyć tę emocjonującą, sportową przygodę. Przeszkody, jakie stoją na ich drodze pozwalają im się lepiej poznać i wzmocnić łączącą ich więź. Ewelina i Michał podjęli wyzwanie z Runmageddon już podczas pierwszego wydarzenia w 2014 roku.

Ewelina i Michał fot.org

Runmageddon, to słowo w naszym życiu znaczy bardzo wiele, ponieważ diametralnie je zmieniło. Jesteśmy z nim od samego początku czyli od 13 kwietnia 2014 roku. Tego dnia zetknęliśmy się z nową rzeczywistością, która pokierowała nasze życie na zupełnie nowe, lepsze i ciekawsze tory. – mówi Ewelina i dodaje: – Po pierwszym przebiegniętym Runmageddonie poczuliśmy, że stać nas na więcej, że możemy pokonać go lepiej. Podjęliśmy wspólną decyzję, że razem będziemy przygotowywać się do kolejnych startów. Podjęliśmy to wyzwanie i wspólnie je realizowaliśmy. Podczas Runmageddonów poznaliśmy mnóstwo fantastycznych ludzi, którzy są w naszym życiu na co dzień. Zyskaliśmy tam ważnych dla nas przyjaciół. Każdy bieg, w którym braliśmy udział był dla nas wyjątkowy i inny niż poprzedni. Czasami biegliśmy razem, a niekiedy Michał sam go pokonywał. Ja wtedy robiłam zdjęcia lub z całych sił kibicowałam. Pokochaliśmy ten sport, a jednocześnie sprawdziliśmy siebie w różnych, niekiedy zabawnych czy też wymagających warunkach. Nasza miłość ewoluowała. Podjęliśmy decyzję o ślubie. Rozpoczęliśmy do niego przygotowania. Dzięki uprzejmości prezesa Jaro Bienieckiego pojechaliśmy do ślubu, pięknie obrandowanym samochodem Runmageddonu, z tablicą rejestracyjną o zaczepnym haśle: „WHY NOT?”. Nasza przygoda z Runmageddon zaczęła się bardzo niepozornie, ale rozwinęła się w niesamowitym wymiarze i tempie. Trwa nadal i nie mamy zamiaru jej kończyć. Byliśmy pierwszą parą, którą Runmageddon oficjalnie zawiózł do ślubu. Jest nam z tego powodu bardzo przyjemnie i jesteśmy dumni że udało się nam połączyć ten wyjątkowy dzień z naszą pasją do błotno-przeszkodowego biegania. – opowiada Ewelina.

Runmageddon łączy ludzi w pary, w grupy przyjaciół czy dobrych znajomych. Startujących po raz pierwszy zaskakuje jego szczególny klimat bliskości, pomaganie sobie nawzajem i życzliwość, jaką tam spotykają. Czasami na trasie dzieją się rzeczy, o których biorący udział nawet by wcześniej nie pomyśleli. Tak opowiada o swojej historii Patrycja, która swoją miłość spotkała właśnie na trasie Runmageddonu.

Patrycja i Igor fot.org

Po raz pierwszy spotkaliśmy się podczas Runmageddonu na zabrzańskiej hałdzie w kwietniu 2016 roku. Ja cała umazana w błocie przebiegłam przed obiektywem aparatu fotografa,  który zrobił mi zdjęcie.  Było to zaledwie kilka sekund, które poźniej okazały się najważniejszymi sekundami w naszym życiu. Wymieniliśmy kilka spojrzeń, uśmiechów i tyle, ale co najważniejsze zapamiętaliśmy to oboje. Drugi raz zobaczyliśmy się dopiero po roku. Na trasie w Myślenicach historia się powtórzyła. Tym razem, już nie była to hałda, a piękny bukowy las. Biegłam w drodze na górę Chełm, potwornie zmęczona. Z daleka widziałam postać fotografa. Nie poznałam go od razu. Jednak intuicyjnie uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił mi zdjęcie. Popatrzył na mnie i powiedział „Przecież to Ty! Rok temu zrobiłem Ci zdjęcie na hałdzie. Mam je w telefonie od roku!”. Zaimponowało mi to, chociaż nie do końca w to uwierzyłam. Jednak czar drugiego spotkania spowodował, że odnaleźliśmy się na Fanpage’u Runmageddonu i od tego momentu zaczęła się na dobre już nasza historia – opowiada Patrycja i dodaje: –  On naprawdę miał moje zdjęcie w telefonie od kwietnia poprzedniego roku!. Miłość Patrycji i Igora trwa do dnia dzisiejszego. On biega z aparatem za uczestnikami, a ona startuje nałogowo w Runmageddonach, bo po prostu lubi ten sport. W kwietniu tego roku postanowili stanąć na starcie ekstremalnego biegu razem i wspólnie go pokonać.

fot.org

Każdy wydarzenie Runmageddonu pisze swoją historię. Ludzie pokonując go zmieniają się, stają się bardziej odważni. Mierząc się z przeszkodami, wspinając się na wysokie ścianki czy skacząc na czterometrowej linie przekraczają swoje granice i odrzucają bariery, jakie tkwią w ich umysłach. Patrzą odważniej w przyszłość. Stają się też bardziej otwarci, nawet na dotąd nieznanych osób, pomagają sobie nawzajem i razem celebrują pokonanie ekstremalnego biegu. Uczestnicy, to co dzieje się z nimi na skutek startu, określają mianem „Efektu Runmageddonu”, który jak widać nie tylko może zmienić człowieka, ale także potrafi poprowadzić dwie szukające się połówki w jedną stronę.

(org.)